niedziela, 3 listopada 2013

Tamten listopad trochę się różnił od tego

Rozpoczął się listopad.
A wraz z nim z nieba spadł deszcz a z drzew resztka liści.
Tamten listopad trochę się różnił od tego.

Chociażby tym, że przy cmentarzu pierwszego dnia miesiąca jakby mniej fast food'ów było.
Teraz jakby ludzie nie znicze, zapałki i kwiaty nieśli ale kukurydzę prażoną w amerykańskich tubach i hot-dogi z wylewającym się keczupem. Niektórzy chrupali orzeszki w karmelu, inni wybrali białą jak śnieg watę cukrową co im głowy przysłaniała. I na koniec obwarzanki. Myślę, że wystarczyłyby obwarzanki wyłącznie.
Ale nie mi zarządzanie cmentarzem zostało powierzone.
Może to i lepiej.
Trochę średnio też z design'em zniczy w tym roku. Aż strach pomyśleć co będzie w Boże Narodzenie.
Te wszystkie cekiny tworzące frywolne wzorki, zaschnięte róże wepchnięte między plastikowy wkład a szkło...ale o gustach się nie dyskutuje. Więc już przestaję.
Dlatego jakoś wolę odwiedzać groby przed samym zamknięciem cmentarza.
I mimo, że wtedy chłodno - jakoś grzeje nie tylko ciepłem świec od zniczy.
Mimo, że młodzież wstawiona - całą bandą dzierżąc znicze idzie z jakimś sensem czyjś grób odwiedzić.
Jakoś przepadam za tym na pozór tylko smutnym świętem.
Jakoś przyjemnie tak znowu jak co roku starać się wybrać "taki znicz otwarty bez wieczka, duży, okrągły".
Jakoś tak ze skupieniem nad milionem zniczy stanąć i ręce i dusze ogrzać wspomnieniami.
Jakoś tak się zgubić na ogromnym cmentarzysku pomiędzy setką skrzyżowań alejek szukając grobu cioci Władzi.
Jakoś tak lubię jak kawałek przeszłości w teraźniejszości się znajduje choć na jeden dzień.
I mimo, że tamten listopad trochę się różnił od tego.
Bo więcej grobów do odwiedzania i więcej łez się w oku kręci.
Lubię to święto.

11 komentarzy:

  1. a myślałam, że tylko ja lubię to święto.. kurcze, drugi raz z rzędu nie byłam w Polsce i widzę że wiele mnie omija... wata cukrowa?? i inne "pyszności" teraz serwują na cmentarzach??? wow..

    OdpowiedzUsuń
  2. komercjalizacja życia wyciąga macki nawet ku nekropoliom, smutne, ale taka już rzeczywistość, z roku na rok coraz boleśniej kłująca mnie w oczy.
    Przy Kornelce nie mogłam sobie pozwolić na wieczorny spacer cmentarną alejką- malutka przed snem musi koniecznie mieć mamę przy sobie. Wspominam jednak te wszystkie poprzednie lata, kiedy w zadumie wspominałam tych bliższych i dalszych, ale wciąż Bliskich, chłonąc spokój bijący z łuny setek zniczy. Dziwnie powiedzieć, że lubię ten dzień, ale przecież taka jest prawda, w odwiedzinach Zmarłych żyjących wciąż w sercu można znaleźć spokój, zatrzymać na chwilę szaleńczy pęd życia, by okazać szacunek Śmierci. W zeszłym roku tocząc się ku wyjściu z brzuchem już tak wielkim, że przysłaniającym stopy, natknęłam się na taką grupę młodzieży wstawionej już z lekka, a mimo to z szacunkiem zapalającą znicze na grobie kolegi. Tak młody chłopak, tragiczna śmierć i marmurowa tabliczka z odlanym z mosiądzu motocyklem "Spotkamy się znów na niebiańskiej autostradzie"... I wiesz, w tych chłopakach więcej było szacunku niż w odpicowanych na wysoki połysk damulkach, które obowiązkowo stawiają się na procesji o 14stej obładowane największymi z chryzantem i zniczami z największą ilością ozdobników.
    Po co to piszę? Ach, nie wiem:) To wszystko przez Ciebie, bo skłoniłaś mnie do refleksji;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podzielam Twoje zdanie.
    Zawsze chodzę dwa razy dziennie, rano i wieczorem. To taka nasza rodzinna tradycja, jeszcze nie byliśmy małżeństwem, lubiliśmy chodzić kiedy ciemno , ten blask tysięcy lampek niezwykły ... i odwiedzać bliskich, znajomych ... niestety co roku więcej ... Ale śmierć w życie przypisana ,... niestety ... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja przebywając daleko od kraju tęsknię za tym świętem. To jest taki dzień kiedy rzeczywiście na chwilę staje czas...

    OdpowiedzUsuń
  5. Potrzebny jest taki dzien, taka zaduma, mimo kiczowatych zniczy, czy wat cukrowych, by sens tych odwiedzin odnalezc...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana doskonale Cię rozumiem...pięknie to wszystko napisałaś...
    a ten dzień jest dniem szczególnym dla wielu z nas... też zdecydowanie bardziej wolę iść wieczorem, o zmroku...
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  7. Listopadowe święto zawsze było dla mnie zwykłym świętem, w którym rodzinka zjeżdżała się w jedno miejsce, zawsze było dostojnie, spokojnie ale i wesoło.
    Zmieniłam perspektywę, zmarła bliska mi osoba i już inaczej patrzę na ten dzień. Drażnią mnie głośne rozmowy przy grobach, harmider i hałas, cale szczęście w moich stronach "moda" z jarmarcznym żarciem jeszcze nie nastała. Nie wyobrażam sobie tego za nic!

    Wiele się dla mnie zmieniło, ale nadal zachwyca mnie łuna światła unosząca się nad wiejskimi cmentarzami gdzieś w oddali, magia kolorowych świateł nocą na cmentarzu i spokój, który mnie ogarnia...
    A halloween nie znoszę. Omijam szerokim łukiem to komercyjne święto. Zamykam oczy i wyciszam się. Zmiana perspektywy uwrażliwia...

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie w rodzinie zawsze dużą wagę przywiązywało się do tego dnia i do pamięci o zmarłych. Bardzo lubię ten dzień, zawsze wieczorkiem po powrocie z cmentarza wspominamy o tych co odeszli, są i śmiechy kiedy ktoś opowie fajną anegdotkę o danej osobie, ale jest i miejsce i czas na łzy. To dzień wielkiej melancholii... staram się jak mogę aby to wszystko przekazać mojemu dziecku, jak ważna jest pamięć o naszych bliskich którzy odeszli. Bo kto ma o nich pamiętać jak nie my?

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja lubię. Tę zadumę i spokój jakiś - który z tym dniem nastaje. Choć to pierwsze święto, gdy na grobie odwiedzam nie tylko dziadka, ale i babcię...

    OdpowiedzUsuń
  10. ja bardzo lubię to święto, podumać poddać się refleksji...
    niestety wtedy człowiek zdaje sobie sprawę jakie nasze życie jest krótkie i kruche...
    nie będę wspominać o komercji na cmentarzach bo już napisałaś
    ściskam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
  11. gorąco zapraszam Cię do mojej zabawy szczegóły na blogu :)

    OdpowiedzUsuń